113. Data: 2004-11-11 21:50:15 Temat: Re: Pieniądze w małżeństwie - czyli Od: Eulalka szukaj wiadomości tego autora Użytkownik Kaszycha Dialog to wspólne przebywanie ze sobą. Ma być inspiracją do bycia lepszym partnerem. Nie powinno więc być tu miejsca na pychę. Dialog jest owocny wówczas, kiedy Wy – małżonkowie dołożycie się do niego po równo. Taka ustrukturyzowana rozmowa jest twórcza i głęboka, jeśli angażujecie się obustronnie. Przypadek, gdy jedna osoba zabiera w celu przywłaszczenia pieniądze drugiej osobie, jest zasadniczo czynem zabronionym pod groźbą karalny. Zgodnie z ostatnią ustawą nowelizującą Kodeks wykroczeń, jeżeli wartość przekracza kwotę 500 zł mówić należałoby o przestępstwie. Fast Money. Jak podjąć decyzję o rozwodzie? Czasem stoimy o krok od rozstania z partnerem i nie wiemy, w którą pójść stronę. W jaki sposób rozpoznać, czy nasz związek ma w ogóle przyszłość? Zapytałyśmy o to Marcjannę Dębską, adwokatkę i mediatorkę rozwodową. Kryzys w małżeństwie - najczęstsze powodyPo czym rozpoznać, czy związek warto ratować?MARCJANNA DĘBSKA: Niewiele jest związków, których nie warto ratować. Natomiast zdarza się, że na ratunek jest zbyt późno. Bo partnerzy już się nie słyszą, nie potrafią zrobić kroku wstecz i z dystansem spojrzeć na problem, który zapoczątkował spiralę oskarżeń. Czasem związku nie da się uzdrowić wcale nie dlatego, że nie było warto albo nie ma w nim potencjału, tylko przegapiliśmy ten właściwy w poprzednim roku wniesiono rekordową ilość wniosków rozwodowych. Przeżywamy kryzys i od razu myślimy, że to koniec małżeństwa?Myślenie o rozstaniu jest jedną z najłatwiejszych ścieżek. Prawie każdemu z nas to zdarza. Ale od myśli do złożenia wniosku rozwodowego jest długa droga. Trzeba zadać sobie trud, napisać pozew, przygotować się na trzy, cztery lata rozpraw sądowych - tyle to trwa, przynajmniej w Warszawie i innych dużych miastach. Powiedziałabym: na szczęście nie jest to proste. Ale z pewnością mierzymy się z dużym wzrostem kryzysów w jakiego powodu kryzysy dziś wynikają najczęściej?Myślę, że ich przyczyna jest zawsze taka sama. Przestajemy czuć się ważni. Na rozprawach rozwodowych sędzia pyta: czy pani kocha męża, czy pan kocha żonę? Kiedy słucham odpowiedzi "wypaliło się między nami", "uczucie zanikło", zastanawiam się, co to właściwe znaczy. Warto to pytanie przeformułować: kiedy pan czy pani przestaliście się czuć ważni dla partnera? To jest prawdziwa przyczyna rozpadu więzi. Nawet, gdy mówimy, że nasz związek rozpada się z powodu zdrady, to przecież ona jest tylko konsekwencją, gorzką wisienką na torcie erozji naszej relacji. Ktoś wcześniej przestał się czuć szanowany, pożądany. Stąd się bierze szukanie aprobaty w social mediach, uciekanie w pracę, nawiązywanie kontaktów poza związkiem. Choć z mojej perspektywy jako mediatorki i adwokatki wynika, że powodem kryzysu bywają też nierealistyczne, niemożliwe do spełnienia oczekiwania, aby "być dla niego (czy dla niej) całym światem". Spotykam w moim gabinecie na przykład kobiety rozczarowane, że partner nie spełnił całego spectrum ich pragnień - nie był mężem, kochankiem i jeszcze najlepszą przyjaciółką. A to jest zwyczajnie niemożliwe. Prawo gwarantuje nam równość, ale nie jesteśmy tacy sami. Przykładowo, badania mówią, że kobiety są w stanie wypowiadać i przyjmować 23 tysiące słów dziennie, ale mężczyźni – 7 tysięcy. Może w tej zwykłej biologicznej zależności kryje się słynne "on mnie nie słucha"? Oczywiście, że nie słucha, bo limit 7 tysięcy słów wyczerpał się jeszcze przed obiadem. Z powodu tego niezrozumienia pojawia się frustracja, nawarstwiają pretensje. Aż w końcu już nie mamy sił ani się kłócić, ani godzić. Rozwód czy zgoda? Jak się pogodzić i dojść do porozumienia?Co to właściwie znaczy - pogodzić się?Wziąć odpowiedzialność za to, co się dzieje w związku. To jest pierwsza, najważniejsza zasada. Dopóki jesteśmy w stanie zobaczyć swój wpływ na to się miedzy nami wydarzyło – możemy się pogodzić. Obserwowałam niedawno sytuację: małżeństwo w kryzysie od dwóch lat. Jedno ignoruje wszelkie sygnały, nie chce rozmawiać, zachowuje bierność, nawet prowokuje konflikty, aż dochodzi do zdrady. A wtedy – ja jestem ofiarą, ona jest winna! To prawda, ale ty unikałeś odpowiedzialności za wasz związek, nie współpracowałeś, przeciągałeś linę, więc jesteś współodpowiedzialny za stan, który do zdrady przestać szukać winnego?Jest różnica między winą a odpowiedzialnością. Wina jest pojęciem prawnym. Czasem to w sądzie wykazujemy, kto zawinił i wystąpił przeciw obowiązkom małżeńskim: zdradził, nie wspierał, był nieobecny. Ale w związku jest inaczej. Choć nie jest moją winą, że mój małżonek mnie zdradził, za kondycję naszej relacji ponosimy odpowiedzialność obydwoje. Jeśli to rozumiemy, zmienia się nasze nastawienie. Przestajemy czego zacząć, jeśli chcemy się pogodzić?Najpierw zadajmy sobie samej pytania: czy ja chcę być w tej relacji? Czy pamiętam, że jestem tu, żeby się przyczyniać do dobra tego związku? Jaki jest mój wkład? Co chcę dostać, ale i co chcę dać? Nie jest to łatwe, ale bez tego błądzimy po omacku i wkręcamy się w obwinianie, w te wszystkie "bo ty zawsze...", "ty nigdy...", "a ty to co?".Drugą ważną zasadą godzenia się jest mówienie w pierwszej osobie. Czuję się opuszczona, martwię się, jest mi smutno, gdy to słyszę, czuję się nieważna. Mówię o sobie, nie atakuję. A kiedy nie atakuję, druga strona nie musi się bronić. To umożliwia żeby się pogodzić, trzeba zrezygnować z monopolu na posiadanie racji w związku. Jesteśmy różni, mamy prawo czuć inaczej. Jeśli się nam wydaje, że nasza racja jest lepsza, a problem polega na tym, że partner nie chce się nas słuchać, jesteśmy w ślepej uliczce. Małżeństwo to umowa. Tak ważna, że dostała oddzielny kodeks. W tej umowie jest napisane, że małżonkowie mają równe prawa i obowiązki. Że są zobowiązani według swoich sił zaspokajać emocjonalne i materialne potrzeby rodziny, udzielać wsparcia partnerowi. Mamy prawo do szacunku, zaufania, lojalności, wyrozumiałości. Każde z nas tak samo. Często mam poczucie, że jesteśmy dziś zupełnie nieprzygotowani do małżeństwa. Wkładamy energię w organizowanie ślubu, rozprawiamy ilu gości zaprosić, a czy ktokolwiek rozmawia o tym, na czym polega samo małżeństwo? Podam przykład. Małżonkowie maja równe prawa i obowiązki. Czy to znaczy, że takie same? Sądzimy, że tak. Przychodzi do mnie para: on pracuje zawodowo, ona zajmuje się domem i dziećmi. I nie ma świadomości, że jej osobiste starania o rodzinę i wychowanie dzieci są w kodeksie rodzinnym zapisane jako równe zarobkowym staraniom jej partnera. Równe - znaczy równoważne, a nie takie same. Ona pracuje w domu i przyczynia się do dobrostanu rodziny, z czego czerpią wszyscy jej członkowie. Mąż pracując poza domem zapewnia środki na utrzymanie, a jego wynagrodzenie jest dobrem wspólnym. Gdyby małżonkowie mieli tę świadomość, otaczaliby się większym wygooglować kodeks rodzinny i czytać?Zachęcam do tego, szczególnie w bezsenne noce! A jeszcze bardziej do realnego podejścia do związku, rozmawiania na pozornie nieromantyczne tematy. Czy moja rodzina jest zabezpieczona na wypadek śmierci mojej lub partnera? Czy jeśli stawiamy dom na działce, którą partner dostał w spadku, to będę miała prawo do połowy? Musimy wiedzieć, na co możemy liczyć, a na co nie. Czasem dopiero w moim gabinecie okazuje się, że niektórych klientów po prostu nie stać na rozwód. Bo zostaną z niczym, liczyli na pieniądze, które w ogóle im się nie należą. Nie wiedzą, jakie mają prawa, nie rozumieją konsekwencji finansowych małżeństwa. Czy to jest romantyczne, żyć wiele lat z zamkniętymi oczami?Jak podjąć decyzję o rozwodzie?Czasem stoimy o krok od rozwodu i nie wiemy, czy go wykonać. Są takie związki, których nie warto ratować?Są, oczywiście. W zdrowej relacji, nawet jeśli jest kryzys, po namyśle dostrzegamy, że my się w niej rozwijamy, partner wydobywa z nas coś dobrego. Inaczej jest jeśli dobraliśmy się deficytami: ktoś skłonny do przemocy z osobą z wysoką tolerancją na przemoc. Albo ktoś uzależniony ze współuzależnionym. Pierwszym krokiem powinna być wtedy terapia. Prowadzi do zmiany wzorca, który nosimy w głowie, ale sprawia też, że dociera do nas cała toksyczność relacji, w której jesteśmy. Wtedy sami chcemy ją też związki, w które rozstanie jest jakby wpisane. Mam na myśli takie, w których problemy partnerów doprowadzają do zaburzenia ról w relacji. Na przykład kobieta wchodzi w rolę matki i przejmuje kontrolę nad partnerem. Przychodzi do mnie wielu mężczyzn, którzy mówią: czuję się jakbym był kolejnym dzieckiem w rodzinie. Nie mogę już tego znieść. Ciągle słyszą: a kiedy wrócisz z pracy? Dlaczego się spóźniłeś? Czy wziąłeś kanapkę? A dlaczego nie zjadłeś? Życie seksualne takiej pary zamiera. Mężczyzna, który wszedł w rolę syna najpierw się buntuje – musi, bo taka jest właściwość nastolatka. A potem odchodzi – bo rolą syna jest wyjść z domu w świat. Taki związek może uratować tylko wcześnie podjęta terapia obydwojga przypadku zdrady rozwód nie jest właściwym wyjściem?Każda zdrada niszczy zaufanie, ale nie każda powinna prowadzić do rozwodu. Jednorazowa zdrada jest często aktem rozpaczy, desperacji, krzykiem: zobacz mnie jestem ważna(y), mam swoje potrzeby, nie mogę z nich ciągle rezygnować. To jest raczej czerwona kartka, a nie przekreślenie relacji. Co innego, kiedy ktoś prowadzi podwójne życie, przez lata ma innego partnera czy partnerkę w równoległym związku. Ale jeśli miałabym powiedzieć kiedy rozwód jest dobrym wyjściem, to wtedy, gdy nasze potrzeby są w związku pomijane i niezaspokojone. Jeżeli związek nie daje nam żadnej satysfakcji, próby ratowania zawiodły - rozstanie staje się drogą do lepszego. Wiele par zostaje ze sobą ze względu na dzieci. Ale czy dobrym rozwiązaniem jest by dorastały obserwując rodziców w konflikcie i niechęci? Czasem trzeba się właśnie rozwieść dla dzieci, żeby im pokazać, że życie bywa trudne, ale potrafię podejmować decyzje, mierzyć się z trudnościami. To prawda, że rozwód może być dla nich traumą, ale okresową. A czy jest dobrze dorastać z wzorcem, że dom to miejsce, w którym ludzie się nie lubią? Swoich klientów zawsze zachęcam do tej refleksji. doesn't exist The address cannot be registered. Site names can only contain lowercase letters (a-z) and numbers. But you can sign up and choose another one. Get Started Create your own website Solutions Features WordPress Hosting Domain Names Website Builder Create a Blog Professional Email eCommerce Enterprise Solutions WordPress Website Building Service Explore News Website Building Tips Discover WordPress Themes WordPress Plugins Apps Business Name Generator Community Support Forums Developers Company About Careers Partners Press Privacy Terms of Service An Automattic Creation Jacek Santorski – psycholog biznesu – twierdzi, że w małżeństwie rozmowa o pieniądzach jest zwykle pomijana lub niedopowiadana. Młodzi małżonkowie najczęściej są pewni siebie nawzajem. Wydaje im się, że wszystko jest jasne, także sprawy finansowe, choć nie robili w tych kwestiach żadnych ustaleń. Jednak w życiu jest tak, że jak coś jest niejasne i niedopowiedziane, to z czasem rodzi napięcia i konflikty. Pewnego dnia może pojawić się wielkie zaskoczenie i już nie będzie można liczyć na dobre intencje, które jakoś ułożą małżeństwo. Jak pokazują badania, najczęściej kłócimy się o pieniądze, dzieci i teściów; temat, który budzi w nas najwięcej emocji, to pieniądze. W małżeństwie podejście romantyczne w kwestiach finansowych nie jest dobrym rozwiązaniem. Barbara Falandysz – mediator rodzinna – uważa, że: „Małżeństwo jest jak firma: wytwarza dochód, ale – jak w każdej firmie – zdarzają się też straty. Trzeba więc do nich podchodzić racjonalnie”. Zazwyczaj jest tak, że osoby zawierające małżeństwo lub jedna z nich mają już swoje konta bankowe, gdyż wcześniej gdzieś pracowały lub pracują. Mają też zgromadzone jakieś środki stałe, dobra materialne. Dzisiaj ludzie łączą się w pary coraz później. Częściej chcą najpierw zrobić karierę, zabezpieczyć się na przyszłość, dlatego – mając już zgromadzony pewien kapitał – chcieliby nadal swobodnie nim rozporządzać. Rodzi się więc pytanie, co jest moje, a co twoje, oraz co znaczy nasze. Słowo: „nasze”, może ładnie brzmi, ale jak ma konkretnie wyglądać zarządzanie pieniędzmi w naszym małżeństwie? Do czego zmierzamy? Gdzie w sprawach finansowych jest granica między sprawiedliwością i szacunkiem a wykorzystaniem i dominacją? Kiedy jedno zarabia więcej Agata – 33-letnia nauczycielka – urodziła pierwsze dziecko. Poszła na urlop wychowawczy. Już podczas ciąży wspólnie z mężem ustalili, że zostanie z dzieckiem po zakończeniu urlopu, a on – dyrektor regionalny w jednej z dużych firm – będzie zarabiał na życie. Przez pierwsze trzy miesiące było dobrze. Jednak później Agata coraz częściej musiała prosić męża o pieniądze. Rozliczał ją ze wszystkiego, co kupowała. Nie doceniał, że prowadziła dom, że zajmowała się dzieckiem. Często zarzucał jej, że jest zmęczona i na nic nie ma ochoty, a gdy chciała iść do fryzjera, twierdził, że nie stać ich na takie wydatki. Agata czuła się upokorzona. Miała poczucie niesprawiedliwości. Często też ukrywała przed mężem to, co kupiła tylko dla siebie. Kłamstwo, jakim się zakrywała, było z czasem coraz doskonalsze. Wcześniej oboje zrzucali się na opłaty, a swoje pensje wydawali według własnego uznania. Teraz było inaczej. Im więcej Agata miała obowiązków, tym mniej miała komfortu i poczucia finansowego bezpieczeństwa, dlatego też zachowując się w taki sposób, nagradzała samą siebie za trud, jaki wkładała w prowadzenie domu i wychowywanie dziecka. Co mogło być tego przyczyną? Być może była to reakcja na nową sytuację rodzinną, która w mężu wzbudziła napięcie lub tak silny lęk, że nie mogąc sobie z nim poradzić, zaczął nadmiernie kontrolować żonę po to, żeby poczuć się bezpieczniej. Renata – 39-letnia przedstawicielka handlowa – wybudowała dom, jak mówiła. Mąż tylko dawał pieniądze. Nie miał nic do powiedzenia, bo to Renata rządziła wszystkim, i to ona zawsze miała ostatnie słowo. Z czasem nie zauważyła nawet, że mąż wracał późno z pracy, zamykał się w pokoju i pewnego dnia wyprowadził się, gdyż znalazł inną kobietę, która potrafiła go wysłuchać i dawała mu poczcie bycia kimś ważnym. Renata poczuła się bardzo nieszczęśliwa i za wszystko, co złe, obwiniała męża. Na zewnątrz wydawali się przecież idealni – piękny dom, samochód, ogród, ale wewnątrz nie było nic. Mąż Renaty czuł się jak maszynka do zarabiania pieniędzy i ktoś, kto zaspokajał tylko potrzeby materialne rodziny. Nie czuł się ważny dla własnej żony, którą kochał. W ich związku nie był za nic odpowiedzialny poza pieniędzmi. Nadmierna kontrola Renaty wszystkich i wszystkiego zabiła też poczucie odpowiedzialności za własne życie u syna, który mając 30 lat, ciągle był na utrzymaniu rodziców. Nasze przyzwyczajenia wyniesione z domu rodzinnego, między innymi różnice w podejściu do gospodarowania pieniędzmi, mają ogromny wpływ na to, czy pieniądz jest dla nas jedyną wartością, czy też może środkiem ułatwiającym zaspokajanie wzajemnych potrzeb i pragnień. Często zdarza się, że przekaz, jaki otrzymujemy od rodziców, staje się modelem, który często nieświadomie realizujemy w naszej rodzinie i przekazujemy dzieciom. Anna – bardzo deprecjonowała siebie, to co robiła i to jak myślała. Była bardzo niepewna. Pochodziła z rozbitej rodziny, z domu, w którym – jak mówiła – „nie przelewało się”. Jednak była bardzo wytrwała i uparta. Postanowiła znaleźć bogatego męża, gdyż tylko w braku pieniędzy upatrywała brak poczucia własnej wartości. Wyszła za mąż za przedsiębiorcę i przez moment poczuła się „kimś”. To mąż organizował całe jej życie. Ona była zachwycona, a on spełniał się jako opiekuńczy i troskliwy mężczyzna. Pieniądze nie były już dla Anny problemem. Trwało to jakiś czas, aż przyszedł moment, kiedy mąż zachorował, i to on wymagał opieki. Anna nie potrafiła tego zrozumieć, gdyż do tej pory ona była „jego małą dziewczynką”. Sytuacja ją przerosła. W takich rolach nie potrafili odnaleźć się oboje. Nasze głęboko ukryte pragnienia często stają się celem samym w sobie. Dlatego, chcąc je zaspokoić, próbujemy szukać partnerów, którzy nam to ułatwią. Trudno jest żyć w związku, w którym mąż czy żona ma zaspokoić wszystkie deficyty, zabliźnić rany, rozumieć bez słów, być wsparciem i oparciem. Jest to ogromne obciążenie. W małżeństwie zwykle nie myśli się o zasadach i nie rozmawia się o nich. To błąd, gdyż nie znając zasad poruszania się po wspólnej drodze, jaką jest związek dwojga ludzi, można wjeżdżać sobie w drogę na czerwonym świetle. Kiedy jedno wniosło więcej Marek – 36-letni rzemieślnik – miał nieślubne dziecko. Jego matka twierdziła, że dziewczyna jest biedna, a poza tym rodzina nieciekawa, dlatego wzięła płacenie alimentów na siebie, a synowi kazała rozejrzeć się za kimś, kto będzie lepiej sytuowany materialnie, bo już najwyższa pora, żeby wyprowadził się z domu. Marek poznał Monikę – dziewczynę, która wydawała mu się ideałem, a ponadto jej rodzice byli zamożni. Szybko postarali się o dziecko, które miało być tylko pretekstem do rychłego ślubu. Przez jakiś czas mieszkali z rodziną Marka, gdyż rodzina Moniki nie akceptowała przyszłego zięcia ani jego bliskich. Jednak po jakimś czasie udało się ich obłaskawić i młodzi wprowadzili się do nowego domu z ogrodem, przeznaczonego w połowie dla Moniki, w połowie dla jej siostry. Sielanka nie trwała długo. Siostra zaczęła dopominać się o swoją część domu, jednak Monika ciągle ją zbywała. Rodziły się kolejne dzieci. A stałej pracy nie miało żadne z nich. Zarobki Marka były niczym w porównaniu z potrzebami. Ciągle było ich za mało. Wydatki szybko zerowały konto. Po wypłacie Monika miała dużo nowych ubrań z najlepszych sklepów, a mężowi kupowała w sklepach z odzieżą używaną, twierdząc, że muszą oszczędzać. Marek czuł się intruzem, ale – co było najgorsze – Monika nastawiała przeciwko niemu dzieci i włączała je w każdą kłótnię o to, co oboje wnieśli do małżeństwa – ile ma ona, a ile on. Żyli tak kilka lat, podczas których spędzali czas w sądach najpierw z Moniki siostrą, potem z Marka rodziną. Marek nie miał nic. Poza upokorzeniem, sponiewieraniem i ciągłą walką o pieniądze. Dzisiaj jest sam. Czeka go sprawa rozwodowa. Związek tych dwojga opierał się tylko na walce o władzę, którą uosabiały pieniądze. Uczucia mieszały się z interesami i płynęły wspólnym nurtem lawy emocji. Kto tu właściwie rządził? Same negatywne wzmocnienia. Słabe granice w związku lub ich brak powodują, że jedna z osób w bardzo łatwy sposób przejmuje kontrolę nad drugą. Granice wyznaczają symbolicznie, gdzie zaczyna się „ja” męża, a gdzie jest miejsce dla żony. Jeśli jednak każde z nich nie odpowie sobie na pytania, kim jestem, czego chcę; nie będzie potrafiło odróżnić własnych marzeń i celów od marzeń i celów drugiej osoby. W małżeństwie, w którym nie ma jasnych granic i zasad, małżonkowie nie biorą odpowiedzialności za własne życie. Projektują na małżonka swoje wewnętrzne konflikty i pragnienia, podejmują wybory, kierując się wspomnieniami z przeszłości, czemu towarzyszą ból i frustracja. Nie potrafią negocjować, żeby zaspokoić swoje potrzeby. Często mówią za drugiego, „czytają w jego myślach”, kierują nim, podpowiadając, co ma czuć i jak ma się zachować w danej sytuacji. Błędnie zakładają, że jeśli mąż lub żona dostosują się do ich wskazówek, znikną problemy w relacji. Paula Szuchman – współautorka książki pt. „ Spousonomics, czyli jak wykorzystać ekonomię do zarządzania miłością, małżeństwem i brudnymi naczyniami” – stwierdziła: „Ekonomia widzi to prosto: małżonkowie są jak dwa kraje, między którymi istnieje wymiana handlowa. Muszą usiąść do stołu negocjacyjnego i zobaczyć, co mają do zaoferowania”. Oszustwa w sferze finansowej „Nie ma lepszego spoiwa dla związku niż kredyt hipoteczny” – głosi potoczne przekonanie. Faktem jest, że kredyt może łączyć, gdy służy realizacji wspólnych marzeń, pod warunkiem jednak, że spłacany jest w terminie. Kiedy zaczynają się problemy, staje się testem dla więzi małżeńskiej. Podstawa w związku to: zaufanie, uczciwość i rozmowa. Takich wartości nie ma wśród ludzi, którzy żyją w ogromnym stresie. Adam – lat 40 – pracował dla jednego z wielkich koncernów naftowych. Nie narzekał na brak pieniędzy. Jego dobra passa skończyła się, gdy nie wynegocjował dobrych warunków z podwykonawcami. Został bez pracy. Zaczął intensywnie szukać nowej, lecz żeby zaspokoić potrzeby rodziny, wykorzystywał do końca limity na kartach kredytowych. Chciał to przeczekać, ale jego pozorny spokój został przerwany przez wierzycieli, którzy domagali się spłaty należności. Po dwóch miesiącach Adam znalazł pracę, jednak komornik zajął jego pensję. Żona nic nie wiedziała o problemach męża do czasu, gdy odebrała list informujący o zajęciu wynagrodzenia. Przeżyła szok. Jak mówią badania, aż 55% mężczyzn uważa bycie dłużnikiem za sprawę wstydliwą, co trzeci odczuwa strach na myśl o stanie niewypłacalności. Według badań Romana Pomianowskiego (Centrum Badań nad Zachowaniami Ekonomicznymi) osoba dłużnika postrzegana jest jako: naiwna, pozbawiona ambicji, leniwa, niewykazująca inicjatyw, niemająca motywacji do wyplątywania się z kłopotów, a co za tym idzie wątpiąca w siebie, niezdolna do kontrolowania sytuacji i często odmawiająca sobie nawet życia rodzinnego. Paweł – 45-letni przedsiębiorca, kilka firm. Co miesiąc oddaje bankowi kilkadziesiąt rat kredytów. Nie chce mu się nawet myśleć o związku. Nie ma siły brać odpowiedzialności za drugą osobę. Wydaje mu się też, że nie jest atrakcyjny dla kobiet, które oczekują od mężczyzny poczucia bezpieczeństwa. Nie jest w stałym związku, gdyż wówczas musiałby ujawnić żonie stan swojego konta. Pomianowski stwierdził, że: „Sytuacja, w której małżonkowie stawiają wspólnie czoło problemom finansowym, należy do rzadkości. Choć takie podejście może wzmocnić więź małżeńską. Jednak w naturze ludzkiej leży skłonność do trzymania w tajemnicy informacji, które mogą źle wpłynąć na nasz wizerunek: Problemy seksualne? Mnie nie dotyczą. Finansowe? Tym bardziej”. Kobiety i mężczyźni szukają odmiennych sposobów na to, żeby się ich pozbyć. Kobiety z reguły zamartwiają się i długo trawią problem, co w konsekwencji przekłada się na odwlekanie działań poprawiających sytuację i dostarcza nowych powodów do zmartwień, na przykład karne odsetki. Mężczyźni natomiast często są niepoprawnymi optymistami, którzy przyjmują, że problem sam się rozwiąże, na przykład wygrana w lotto lub w kasynie. Częściej również uciekają od rzeczywistości w zachowania destrukcyjne, takie jak: agresja, nadużywanie alkoholu, pożyczanie pieniędzy gdzie się da. Co kryje się u podstaw tak różnych zachowań? Wstyd i strach, lęk przed własną słabością i poczucie niskiej wartości. W małżeństwie nie można pozwolić, żeby przekonanie: „Jakoś to będzie”, przysłoniło wizję kosztów czy problemów, które bez naszego udziału same się nie rozwiążą. Konto razem czy osobno? Jeden wspólny rachunek czy dwa osobne? Czy też jeszcze trzeci? A może przysłowiowa skarpeta. Każde rozwiązanie będzie dobre dla małżonków, pod warunkiem że zostanie zaakceptowane przez oboje. W przypadku wspólnego konta może zrodzić się konflikt nierównych zarobków. W sytuacji osobnych kont pojawia się problem, kto, ile, kiedy i za co ma płacić. Kto płaci za rachunki, kto za samochód itp.? Comiesięczne wyliczanie i omawianie może być męczące, ale może też być zaproszeniem małżonków do wspólnego stołu negocjacyjnego. Podstawą dobrego związku i mądrego gospodarowania pieniędzmi jest właściwa komunikacja. Blokada komunikacji w języku ekonomistów nazywana jest informacją asymetryczną, czyli taką, w której jedna strona jest lepiej poinformowana niż druga, co i w transakcji handlowej, i w związku małżeńskim może być zalążkiem wielu problemów. Nie toczcie zatem bitew, ale starajcie się stworzyć jedną drużynę, która planuje i omawia strategie. Nie musicie się zgadzać! Ale trzymajcie się przedmiotu rozmowy pt. „Pieniądze” i nazywajcie rzeczy po imieniu. Małżeństwo jest najbardziej wymagającą relacją międzyosobową, jaką nawiązujemy w życiu. Przewyższa inne długością trwania i stopniem intymności. Nie jest stanem, który trwa sam w sobie. Trzeba do niego umiejętnie podchodzić, subtelnie prowadzić i mądrze rozwijać. Ważne jest uświadomienie sobie, że małżeństwo to nie prosty kontrakt, który – jeśli nie przynosi oczekiwanych korzyści – możemy zareklamować. Aneta Lutomska – psycholog, coach. Wykładowca i trener w Wyższej Szkole Nauk Społecznych i Centrum Doskonalenia Kadr i Nauczycieli w Lublinie. Współpracuje z Ośrodkiem Terapeutyczno-Szkoleniowym w Lublinie. Zajmuje się poradnictwem psychologicznym, psychoterapią, prowadzi coaching indywidualny, grupowy, treningi ART® oraz szkolenia z zakresu psychologii, coachingu i rozwoju osobistego. Prywatnie: żona i mama. Warto przeczytać: Beck Miłość nie wystarczy. Jak rozwiązywać nieporozumienia i konflikty małżeńskie. Media Rodzina, Poznań 2002. Artykuł został opublikowany w Piśmie “Zbliżenia”, nr 11 “Zarabianie/Wydawanie”.

pieniądze w małżeństwie psychologia